Zdrowie i Życie

3 rzeczy, których żałuję prowadząc biznes internetowy przez ostatnie 3 lata

Wyobraź sobie tylko, że kiedy tylko postanowisz sobie, że coś zrobisz – to po prostu to robisz.

Nieważne czy Ci się chce, czy nie. Jeśli Ci się wybitnie nie chce – także siadasz do pracy i lecisz do przodu z nauką, projektami które masz do zrobienia, planami do zrealizowania.
Czy chciałbyś umieć właśnie tak – pomimo wszelkich przeciwności realizować własne plany?

 
Odpowiedź wydaje się oczywista. Być może myślisz sobie “tak, chcę więcej zarabiać, realizować własne cele, uczyć się czegoś co mnie kręci”. Też tak długo myślałem.
Jest także druga strona medalu, o której chciałbym Ci powiedzieć.

“Jest tyle rzeczy do zrobienia… trzeba tyle pracować i wciąż brakuje na wszystko czasu”

Żyłem z takim uczuciem w głowie ostatnie 3 lata. Zabierałem się do pracy bezlitośnie jak maszyna. Czy mi się chciało czy nie – siadałem do pracy. Brzmi to jak idealny mindset i umiejętność żeby osiągnąć dowolny cel, prawda?

Nabyłem krytyczne umiejętności dające produktywność

Odrzucałem w trakcie pracy wszystko co nie było z nią związane. Miałem wyciszony telefon, pracowałem w blokach czasowych i nie przestawałem dopóki nie zadzwonił stoper. Kiedy mi ktoś przerywał irytowałem się gdzieś w głębi i dawałem do zrozumienia, że porozmawiamy później.

Byłem (i dalej jestem) w stanie zrobić więcej w jeden dzień niż niejedna osoba w 3-4 dni.

 Przyszedł jednak taki moment, który wywrócił wszystko

Pewnie zastanawiasz się co to takiego mogło być?

Przyjrzałem się temu co odkryła Bronnie Ware. Obecnie jest pisarką, jednak to co jest bardziej interesujące to fakt, że wcześniej robiła coś zupełnie innego.

Pracowała przez lata jako pielęgniarka.

Z kim pracowała? Pracowała z nieuleczalnie chorymi ludźmi, których wkrótce czekała śmierć.

 

Najczęściej z tymi, którym zostawało 3 do 12 tygodni życia. Wyobraź sobie tylko, że to właśnie Tobie zostaje tak mało czasu do końca życia i nie możesz z tym absolutnie nic zrobić. Przerażająca wizja, racja?

Bronnie słuchała uważnie swoich pacjentów. Zrobiła listę czego najczęściej żałowali przed śmiercią.

 

Przeczytałem (zresztą niepierwszy raz) tą listę.
Tym razem podszedłem do niej inaczej. Wyobraziłem sobie, że to właśnie teraz jest koniec mojego życia. Tym razem lista dała mi wyjątkowo do myślenia i wywróciła do góry nogami to co robię.

Jak wygląda lista czego żałują najczęściej ludzie przed śmiercią?

Oto ona:

  1. Żałuję, że zbytnio się starałem dopasować do wyobrażeń innych, zamiast starać się być szczęśliwym po swojemu
  2. Żałuję, że zbyt wiele czasu spędzałem w pracy
  3. Żałuję, że nie okazywałem bliskim, jak są dla mnie ważni
  4. Żałuję, że nie podtrzymywalem kontaktu z przyjaciółmi
  5. Żałuję, że bardziej nie cieszyłem się życiem

 

Przeczytałem, usiadłem i zacząłem myśleć nad sobą. Bardzo wnikliwie i ze zwiększonym dystansem do siebie (chłonę aktualnie badania na temat, zapowiada się to obiecująco w temacie który poruszę w kolejnym wpisie na blogu). Wystarczyło mi, że mocno żałowałem trzech punktów z pięciu.

Przeczytałem przecież tyle książek naukowo-rozwojowych, wchłonąłem setki (a może i tysiące) nagrań na temat biznesu i rozwoju osobistego. Poradziłem sobie z problemem odkładania rzeczy na później, prokrastynacją, samodyscypliną i motywacją.

Nie zauważyłem w tym wszystkim poważnego błędu

 

Nie zauważyłem, że mimo tak dużej produktywności w trakcie pracy, tak naprawdę odkładałem na później zupełnie inne dziedziny życia takie jak dbanie o relacje i cieszenie się życiem. To także objaw prokrastynacji (opisany w książce “The Now Habit”)

 

Tak urodziło się uczucie porażki

 

Z dnia na dzień legło w gruzach większość nawyków jakie miałem związane z pracowaniem. Po prostu przestałem chcieć ich obecności. Poczułem tak duży wstręt do pracy, że przez ostatnie 3 tygodnie nie zrobiłem prawie nic. I wiesz jak się z tym czułem?

Czułem się z tym rewelacyjnie. Odżyłem. Poodnawiałem relacje, pierwszy (i nie ostatni) raz jeździłem konno. Zacząłem znów robić zdjęcia.

 

Przełączył mi się pstryczek w głowie i nie widzę już możliwości powrotu do tak morderczego tempa pracy. Nie chcę żałować na koniec życia, że poświęciłem większość czasu na pracę. Wystarczy, że żałuję tego teraz.

  • Zabieranie się do pracy na zawołanie
  • Pracowanie ze stoperem
  • Pracowanie w czystym skupieniu nad jednym zadaniem

 

To wszystko jest potrzebne, ale nie może zabierać większości czasu wolnego. żałowałem, że tyle pracowałem i po prostu nie byłem w stanie dłużej nap*dalać jak maszyna.

Nawyki mają to do siebie, że duże przeżycia takie jak narodziny dziecka, rozwody, śluby i przeprowadzki mogą je naruszyć. Przeżyłem na własnej skórze uczucie sromotnej klęski i ono również wywraca zbudowane nawyki.

 

Czy to jednak na pewno porażka?

 

Zupełnie przeciwnie.

To największy sukces jaki osiągnąłem przez ostatnie 3 lata. Otwarłem oczy. Nie można pracować bez końca po 12-14 h dziennie. Cena jest potwornie wysoka i już ją poniosłem. Ile zapłaciłem?

  • zakończonym 3 letnim związkiem (po części z powodu ciągłego skupiania się na rozwoju biznesu i pracowaniu, a nie relacji)
  • słabszymi relacjami z bliskimi
  • zaniedbaniem pasji (przede wszytkim fotografowanie)

Autorka listy rzeczy, jakich ludzie żałują najczęściej pod koniec życia szybko wyciągnęła z nich wnioski. Ja również wyciągnąłem z nich wnioski. Mam nadzieję, że również to zrobisz. Po co popełniać błędy, które popełnił już ktoś inny? Naucz się na moich 🙂

 

Lekcje jakie wyciągnąłem po morderczym tempie pracy przez ostatnie 3 lata

  1. Wartości są czymś innym niż priorytety
    Moimi najważniejszymi wartościami są zdrowie i relacje. Priorytetem jednak było budowanie systemu zarobkowego i biznesu. To powodowało wewnętrzne konflikty. Teraz kiedy siadam do pracy myślę jak tu zrobić żeby rozwijanie biznesu wspierało najważniejsze wartości, czyli dawało czas wolny zamiast go zabierać.
  2. Pracuj żeby żyć, nie żyj żeby pracować
    Powiem to całkowicie szczerze. Pracowałem jak idiota. Zabierałem sobie cały czas wolny i rozrywkę. Od jakiegoś czasu, gdy kompletnie zmieniłem nastawienie – szukam sposobów, żeby rzeczy które muszą być zrobione – były zrobione. Niekoniecznie własnymi rękami, tylko z pomocą innych ludzi.
  3. Na dobre decyzje nigdy nie jest za późno
    Kiedy studiowałem na Politechnice Poznańskiej jeden z wykładowców mawiał “lepiej wcale niż późno”. W tym przypadku porzekadło “lepiej późno niż wcale” sprawdza się znacznie bardziej. Mam przed sobą (mam nadzieję) jeszcze wiele lat życia i cieszę się, że otwarłem oczy.

 

Zbudowałem sobie miejsce pracy zamiast biznesu

 

Stworzyłem sobie miejsce pracy zamiast biznesu mogącego chociaż po części rozwijać się beze mnie. Mordowałem w ten sposób czas wolny, który trzeba było poświęcać na rozrywkę, korzystanie z życia i prawdziwe dbanie o relacje z bliskimi. Nawet nie wiedziałem jak dużo szczęścia to zabierało, dopóki nie przestałem na 3 tygodnie całkowicie pracować. Dostałem pracowstrętu. To pomogło mi zacząć wreszcie zlecać pracę i skupiać się przede wszystkim na tym co daje zarobek, a czego nie może zrobić ktoś inny.

 

Nie pracuj we własnym warzywniaku

Jeśli rozważasz (albo prowadzisz) jakiekolwiek działania zarobkowe, to zwróc uwagę na jedną niesamowicie istotną kwestię.

 

Trzeba dobrze wybrać i przemyśleć pomysł do realizacji.

Dla przykładu ktoś kto prowadzi mały warzywniak na osiedlu – tworzy sobie świetne miejsce pracy. Jednocześnie daje sobie gwarancję sufitu zarobków i więzi się w miejscu pracy, bo musi tam fizycznie przebywać. To absolutnie nie jest nic złego. Może mieć jednak niekorzystny wpływ na najbardziej istotne dla Ciebie wartości. Z moich obserwacji wynika, że większość przedsiębiorczych osób buduje sobie właśnie taki warzywniak (małą, ciasną klatkę).

 

Jeśli coś robisz, nie buduj sobie warzywniaka, w którym będziesz siedzieć cały dzień. To skończy się wymieną Twojego czasu za nieadekwatne pieniądze nie rekompensujące straty większości Twojego czasu wolnego.

 

Decyzje trzeba przemyśleć

Rozpoczęcie pracy nad jakimś projektem powinno być przemyślaną decyzją (która wcale nie jest tak prosta jak się wydaje,  wymaga wiedzy biznesowej oraz weryfikacji pomysłu).

Wiele decyzji jakich podejmujemy zachodzi pod wpływem emocji. Nieraz jest to dobre, bo intuicja może zadziałać bardzo pozytywnie. Trzeba ją jednak wyłączyć w wielu obszarach takich jak budowanie systemu zarobkowego, czy też dbanie o zdrowie.

Chcesz konkretne przykłady? Już podaję.

 

Intuicja niekoniecznie działa

  • Intuicyjnie po ciężkim złamaniu zacząłem i kontynuowałem bardzo intensywną rehabilitację. W ten sposób nieświadomie doprowadziłem do przyspieszonego uszkodzenia chrząstki w stawie skokowym. Teraz będę jeździł po klinikach specjalizujących się regenaracją chrząstki w stawie skokowym. Jeśli nic nie znajdę, czeka mnie w przyszłości likwidacja stawu skokowego (tzw. artrodeza). Nawet sobie nie wyobrażasz bólu jaki towarzyszy tarciu kości o kość w stawie. Zbyt intensywne ćwiczenia były złą decyzją wynikającą z braku wiedzy. Za brak wiedzy się płaci.
  • Intuicyjnie chciałem zawsze i wszystko robić samemu. W praktyce zabrałem sobie na dłuższy czas szczęście i wpadłem w pracoholizm. To była zła decyzja spowodowana nieprzeanalizowaniem konsekwencji takiego nastawienia.

 

Jakkolwiek strasznie brzmi moja historia, wiedz że zadziała tylko na plus dla Ciebie. W końcu wszystkiego czego uczę się po kolei lub odkryję i jest zgodne z moją misją, przekazuję na tym blogu.


A czy jest coś, czego Ty żałujesz teraz? Podziel się przemyśleniami. Podejmij dobrą decyzję, póki nie jest za późno 🙂

Jeśli jeszcze nie dołączyłeś do grona ponad 8.000 stałych czytelników, to kliknij tutaj, obierz prezent i dołącz do stałych czytelników